Górnicza Izba Przemysłowo Handlowa

Polish Mining Chamber of Industry and Commerce

Biuletyn Górniczy nr 7-9 (287-289) Lipiec - Wrzesień 2019 r.



Poszukiwanie gospodarza dla terenów poprzemysłowych

Niemcy dali przykład, czy w Polsce z niego skorzystamy i za czyje pieniądze?

Koniec wydobycia to zwykle początek kłopotów z zagospodarowaniem tego, co zostaje po kopalni. A zostają budynki, infrastruktura techniczna, często mniej lub bardziej zdegradowane grunty.

Niestety ich rewitalizacja (mimo paru spektakularnych przykładów) nie postępuje ani tak szybko, ani w takiej skali jakiej byśmy oczekiwali. Stąd właśnie pomysł utworzenia, na wzór niemiecki, specjalnej spółki, wyposażonej w odpowiedni budżet, która miałaby skupywać, profesjonalnie rewitalizować i przygotowywać pod inwestycje pogórnicze tereny. Wdrożenie takiego rozwiązania proponuje Państwowy Instytut Geologiczny i śląsko-dąbrowska Solidarność.

Tysiące hektarów stracone dla świata?

Lektura kwietniowego raportu Najwyższej Izby Kontroli, który poświęcony został górniczym hałdom, zdecydowanie nie nastraja optymizmem. Izba wytknęła, że tylko 2,2 proc. odpadów pogórniczych zagospodarowane jest do celów innych niż wieczyste składowanie. I mimo że liczba hałd sukcesywnie maleje, to i tak w całym województwie śląskim NIK doliczył się ich 138, a w skali Polski łączna powierzchnia 153 takich obiektów przekracza 11,3 tys. hektarów. To więcej aniżeli np. cały Bytom i Piekary Śląskie razem wzięte. Izba zwróciła uwagę, że tereny, na których składowane są odpady wydobywcze, są praktycznie wyłączone z wykorzystania społeczno-gospodarczego, narażając jednocześnie osoby mieszkające w sąsiedztwie na zatrucie wód podziemnych przez odcieki z hałd, zapylenie i dzikie pożary.

W raporcie oberwało się też inspekcji ochrony środowiska i władzom samorządowym, którym NIK zarzucił, że nie dość skrupulatnie kontrolowali te składowiska, co mogło zachęcać nieuczciwych przedsiębiorców do lokowania na nich różnego rodzaju odpadów, także tych niebezpiecznych. To ostatnie pewnie nikogo nie zaskoczyło. Media nie raz donosiły o przykładach wykorzystywania pogórniczych hałd jako swoistych kolektorów na różnego rodzaju odpady, nie mające z branżą wydobywczą nic wspólnego.

Na samych hałdach się jednak problem nie kończy. W spadku po znikających z mapy Śląska „grubach” Spółka Restrukturyzacji Kopalń oraz tutejsze samorządy dostają zabudowania, szyby, bocznice kolejowe i różnego rodzaju pozostałości zakładowej infrastruktury. I niekoniecznie mają pomysł, co z tą schedą zrobić. Nie wszędzie starcza wizji, determinacji i funduszy, by stworzyć coś na miarę katowickiej Strefy Kultury, czy zabrzańskiego Guido. Ów stan tymczasowości często wykorzystują prywatne firmy, choć niekoniecznie w taki sposób, jakiego życzyły by sobie lokalne społeczności. W celach spekulatywnych skupują do swoich banków ziemi pokopalniane grunty, zupełnie nie zajmując się ich rewitalizacją.

Receptę wymyślono dawno w Niemczech

– Problem w dużej mierze tkwi w rozproszeniu odpowiedzialności i finansowania – stwierdził Adam Gorszanów, pełnomocnik dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego ds. komercjalizacji usług i współpracy z przemysłem podczas posiedzenia sejmowej komisji do spraw Unii Europejskiej, która z początkiem maja obradowała w zabrzańskiej kopalni Guido. Jak ocenił, skuteczność działań rewitalizacyjnych byłaby znacznie większa, gdyby istniał koordynator, który realizowałby to zadanie w imieniu samorządów. I właśnie o stworzenie takiego koordynatora zabiegać chce PIG wspólnie ze śląsko-dąbrowską Solidarnością. Związkowcy zgłaszali ten postulat jeszcze w czasie prac komitetu sterującego Programu dla Śląska. Teraz pomysłem udało się zainteresować sejmową komisję do spraw Unii Europejskiej, która ma złożyć do rządu dezyderat w tej sprawie.

– Obecnie pewną trudnością jest koordynacja tych działań rewitalizacyjnych. Potrzeba operatora, który pchnie procesy rewitalizacyjne na ścieżkę szybkiego działania – podkreślała ówczesna przewodnicząca Komisji (a obecnie eurodeputowana) Izabela Kloc.

Inicjatorzy pomysłu proponują, aby koordynatorem prowadzonej na terenach pogórniczych rewitalizacji stał się specjalny operator, powołany z udziałem władz wojewódzkich, skarbu państwa, Spółki Restrukturyzacji Kopalń oraz Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (podkreślają przy tym, że o powołaniu takiego regionalnego operatora warto pomyśleć nie tylko na Górnym Śląsku, ale też w województwie dolnośląskim, czy łódzkim). Jako przykład, na którym można by się wzorować, wskazują rozwiązania wdrożone na terenie Zagłębia Ruhry. Ten region Niemiec, po zakończeniu działalności przez sektor wydobywczy w końcu XX wieku, stanął przed identycznym problemem, z jakim obecnie mierzy się Górny Śląsk: co zrobić z olbrzymią ilością zdegradowanych terenów i nieczynną infrastrukturą poprzemysłową?

– Stwierdzono, że samorządy nie są w stanie same sobie z tym poradzić i na poziomie landu zdecydowano o ustanowieniu polityki regionalnej – mówił podczas obrad sejmowej komisji Adam Gorszanów. W tym celu – jak tłumaczył – na przełomie lat 70. i 80. XX wieku powstał fundusz nieruchomości Ruhry, którego powiernikiem jest obecnie NWR Urban, spółka ze 100-procentowym kapitałem landu Nadrenii-Północnej Westfalii. Ona to w imieniu samorządów przeprowadza prace rekultywacyjne, często wspierając w tym te samorządy, które z różnych przyczyn są niewydolne organizacyjnie lub finansowo.

– Jest to spółka non-profit. Jej zadaniem jest kupić ziemię, zrekultywować ją i w porozumieniu z samorządem lokalnym zagospodarować. Bardzo często jest ona też inwestorem zastępczym – wyjaśniał Gorszanów. – Jak poinformował fundusz, za otrzymane do dyspozycji pół miliona marek kupił ok. 2 tys. hektarów, które następnie poddano rekultywacji i sprzedano pod konkretne inwestycje mieszkaniowe lub gospodarcze.

Jak zastrzegł, dokładne przeniesienie niemieckiego modelu na polski wzór nie jest możliwe ze względu na inną strukturę finansowania i budżetowania, która powoduje, że samorząd województwa nie jest w stanie samodzielnie u nas takiej polityki prowadzić (w Niemczech landy są niemal takim samym beneficjentem danin podatkowych jak państwo), lecz jego generalne założenia (cel oraz zaangażowanie władz i środków publicznych) – jak najbardziej. Skorzystaliby na tym wszyscy – zarówno skarb państwa i samorządy, dla których dziś poprzemysłowe tereny są kamieniem u nogi, jak też KSSE, która z kolei potrzebuje terenów pod inwestycje.

Bywał kołem zamachowym rozwoju

– Systemowe rozwiązanie kwestii rekultywacji i rewitalizacji terenów poprzemysłowych w wielu krajach Unii stało się kołem zamachowym rozwoju i dobrze by było, żeby stało się również na Śląsku – stwierdził Gorszanów.

Do sprawy trzeba przekonać Brukselę. Pomysłu jej jednak nie oddać. Samo powołanie spółki bez „uzbrojenia” jej w odpowiedni zakres uprawnień powodzenia rzecz jasna nie przyniesie. Stąd inicjatorzy przedsięwzięcia postulują, by poprzez podniesienie tematyki rewitalizacji i rekultywacji do rangi priorytetowego programu regionalnego, powiązać je unijnymi funduszami pomocowymi. Jak przekonują, problematyka ta idealnie wpisuje się we wszystkie projekty rozwojowe: od programów lokalnych i strategii Województwo 2020+ począwszy, przez rządowy Program dla Śląska aż po programy unijne.

– Rewitalizacja to jest jedno z największych wyzwań w polityce miejskiej. Każda ciekawa inicjatywa, która może wspomóc proces rewitalizacji, jest przez nas bardzo mile widziana – zapewniał podczas zabrzańskiego posiedzenia sejmowej komisji do spraw Unii Europejskiej Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju. Przyznał jednak, że aktualnie inicjatywa wsparcia regionów górniczych nie posiada żadnych specjalnych środków, a ewentualne stworzenie w nowym unijnym budżecie (na lata 2021–2027) specjalnej „koperty” na ten cel nadal pozostaje jedynie pomysłem, gdyż w przedstawionej przez Komisję Europejską propozycji nowego budżetu takiego rozwiązania nie przewidziano. Zapewnił równocześnie, że Polska wspólnie z innymi krajami Wspólnoty, które mierzą się z podobnymi wyzwaniami (m.in. z Niemcami), zabiega o to, by ten stan rzeczy zmienić.

– Wspólnie staramy się o to, by na nową perspektywę finansową dla tych regionów przeznaczone były specjalne środki. Bardzo nam zależy, aby ta inicjatywa miała jak największy budżet, ale również, żeby jej realizacja była jak najbliżej regionów, żeby była wbudowana w politykę spójności, niekoniecznie natomiast prowadzona była z pozycji Komisji Europejskiej, sterowana w ten sposób z Brukseli – tłumaczył minister Kwieciński.

Pomysł powołania operatora odpowiedzialnego za rewitalizację terenów poprzemysłowych zdecydowanie poparli lokalni samorządowcy. Przyznają, że przywrócenie tych obszarów do „obiegu społeczno-gospodarczego” stanowi jedno z ważniejszych, a przy tym wciąż nierozwiązanych wyzwań regionalnych, a sam problem osłabia konkurencyjność gospodarczą i negatywnie wpływa na aspekty środowiskowe, krajobrazowe oraz estetyczne miast i gmin.

Samorządowcy wskazują pewne warunki

„Podkreślić należy także, że dotychczasowe doświadczenia wielu gmin województwa śląskiego (…) wskazują, że na zdegradowanych, nieużytkowanych gospodarczo obszarach poprzemysłowych coraz częściej dochodzi do nielegalnego składowania odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych, tworzących realne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców” – czytamy w stanowisku, jakie z początkiem czerwca przyjęło zgromadzenie ogólne Śląskiego Związku Gmin i Powiatów.

Sygnatariusze tego dokumentu apelują o zwrócenie uwagi na dobre praktyki związane z działalnością takich właśnie operatorów w Niemczech i Belgii, aczkolwiek wskazują również na pewne „warunki minimalne skuteczności funkcjonowania takiego podmiotu w realiach województwa śląskiego”. W tym kontekście wymieniają m.in. dysponowanie wielodyscyplinarnym zespołem specjalistów, umiejętność realizacji przedsięwzięć o charakterze rynkowym, zdolność do współpracy z przedsiębiorstwami, ale też z podmiotami sektora publicznego (zwłaszcza z samorządami), umiejętność montażu różnych środków finansowych oraz otwartość na rozszerzenie swego funkcjonowania i transferu know-how na obszary borykające się z podobnymi problemami, a leżące poza województwem śląskim.

Samorządowcy podkreślają, że efektywne zagospodarowanie terenów zdegradowanych przez przemysł leży przede wszystkim w gestii podmiotów sektora publicznego, które powinny uzgadniać kierunki i charakter rewitalizacji tych gruntów z przedstawicielami sektora społecznego i gospodarczego. Z tego zaś wyciągają konkretny postulat dotyczący wyboru ewentualnego operatora.

„Ze względu na fundamentalne znaczenie interesu publicznego, przy jednoczesnej potrzebie włączenia podmiotów gospodarczych do procesów recyklingu i rewitalizacji przynajmniej części obszarów zdegradowanych, ewentualne powierzenie instytucji operatora istniejącym obecnie instytucjom o charakterze typowo badawczym obciążone byłoby naszym zdaniem istotnym ryzykiem” – stwierdza w swym stanowisku Śląski Związek Gmin i Powiatów.

 

Michał Wroński
Dziennikarz w PortalSamorzadowy.pl

Partnerzy