Ostatnia aktualizacja: 2008-08-11

Jak zaspokoić głód węgla?

Wywiad z dr. inż. MIROSŁAWEM KUGIELEM 
Prezesem Zarządu Kompanii Węglowej S.A.

- Po ukończeniu studiów w krakowskiej AGH przez niemal 10 lat pracował Pan pod ziemią w kop. Wieczorek, by następnie zostać jej dyrektorem. Kierował Pan też kopalniami Staszic i Wesoła oraz nieistniejącą już Rybnicką Spółką Węglową, a wcześniej – był wiceprezesem KHW. Przed przystąpieniem do konkursu na stanowisko Prezesa Kompanii Węglowej – i jego wygraniu – piastował Pan funkcję jej wiceszefa. Tak więc całe swe życie zawodowe związał Pan bezpośrednio i wyłącznie z górnictwem. Jak zatem postrzega Pan aktualną kondycję polskiego górnictwa węgla kamiennego, w tym i Kompanii, w czasie dla tej branży pod wieloma względami wyjątkowym, kiedy to rośnie, zarówno w kraju jak i na świecie, zapotrzebowanie na węgiel, a nasze krajowe wydobycie nie jest w stanie temu zapotrzebowaniu sprostać? 

- Polskie górnictwo w ostatnich latach przeżywało dość dużo różnych zawirowań. Zgodnie z przyjętymi w latach 90. programami gospodarczymi wydobycie węgla miało się systematycznie zmniejszać, aby dostosowywać jego produkcję do bieżących potrzeb kraju, a także by jego sprzedaż na eksport była ekonomicznie uzasadniona. W rezultacie eksport węgla spadł w znaczący sposób, choć moce produkcyjne w kopalniach zmniejszały się o wiele wolniej. Najbardziej radykalny program uchwalony w 1998 roku spowodował gwałtowne i masowe odejście pracowników z górnictwa oraz likwidację wielu kopalń. Kolejne przyjmowane programy – generalnie rzecz ujmując – zakładały dostosowywanie produkcji węgla kamiennego do jego ekonomicznej sprzedaży, zarówno w kraju, jak i w eksporcie. Na dodatek nasze górnictwo zawsze było w dość dużym stopniu skrępowane ustawowymi więzami, gdyż tak naprawdę ceny węgla były regulowane, ale koszty jego produkcji podlegały prawom rynkowym. To, jak wiadomo, doprowadziło branżę do zapaści, również finansowej. 18-miliardowe zadłużenie musiało zostać umorzone. I od tego momentu górnictwo stało się branżą podlegającą rynkowym prawidłom.
Branża ta – co zrozumiałe – stała się podatna na zmienną koniunkturę. W roku 2003 spółki węglowe odnotowywały straty na bieżącej działalności. Również w latach 2004-2006 ich sytuacja rynkowa pogarszała się z uwagi na znaczny spadek cen węgla, choć nadal jednak notowały zysk. Ułomności wcześniejszych programów sprawiły, że w poprzednich latach całkowicie zaniechano inwestować w górnictwie.
W rezultacie w roku 2007 wydobyto prawie 7 mln ton węgla mniej niż planowano, a z problemem tym borykały się właściwie wszystkie spółki. Natomiast na światowym rynku węglowym różne nieprzewidywalne okoliczności sprawiły, że cena węgla gwałtownie wzrosła; praktycznie – o 100 proc. Nagle eksport polskiego węgla stał się wysoce opłacalny, a jego cena na rynkach europejskich staje się niemal o 50 proc. wyższa od ceny węgla dostarczanego energetyce zawodowej w kraju. I powstał dylemat: eksportować węgiel, zwiększając przychody własne spółki, czy też w pierwszej kolejności zabezpieczać potrzeby, na dodatek rosnące, krajowej energetyki zawodowej.
W ub. roku Kompanię Węglową również dotknął spadek wydobycia – o ponad 4 mln ton w stosunku do planu. Szacujemy, że w br. wydobycie będzie się kształtować na poziomie niewiele niższym niż w roku poprzednim, a więc wynosić będzie ok. 46 mln ton. Jednakże ten spadek wydobycia węgla w całym polskim górnictwie, zwłaszcza węgla kamiennego energetycznego, spowodował że do Kompanii puka coraz więcej odbiorców, którzy wcześniej zaopatrywali się w niego gdzie indziej. Chcąc zatem, na ile to możliwe, zaspokoić potrzeby krajowej energetyki i ciepłownictwa, zmuszeni zostaliśmy do znacznego obniżenia eksportu morskiego naszego węgla.
Z przyczyn, o których mówiłem wcześniej, aktualnie nie mamy technicznej możliwości, by w krótkim czasie zwiększyć produkcję. Rzecz jasna, jest to możliwe, ale w dłuższej perspektywie czasowej. Dlatego Zarząd Kompanii podjął decyzję o zwiększeniu wielkości nakładów inwestycyjnych w okresie do 2015 r., a zwłaszcza w czasie najbliższych pięciu lat. Już w br. są one wyższe o 100 mln zł i powinny się kształtować na poziomie 950 mln zł, zaś w roku przyszłym wynosić będą ponad 1 miliard złotych, by w roku 2011 osiągnąć poziom prawie 1,5 mld zł. To ma nam zabezpieczyć możliwość wzrostu wydobycia, jednakże – z oczywistych powodów – nie nastąpi to wcześniej niż w latach 2010-2015. 

- Prezentując Kompanię Węglową z reguły zawsze używa się – zgodnego ze stanem faktycznym – określenia „ największa spółka węglowa w Europie”. Wyniki finansowe za I półrocze tej największej spółki wprawdzie są lepsze od ubiegłorocznych, bo przy przychodach ponad 6,1 mld zł zarobiła ona na czysto 19 mln zł, a więc o 8 mln zł więcej niż w całym 2007 roku, ale inne krajowe spółki węglowe mogą wykazać się lepszymi wynikami. A przecież to z kopalń Kompanii pochodzi ponad 50 proc. produkcji węgla kamiennego w Polsce… Czy taki stan rzeczy to wynik li tylko bieżących spłat zadłużenia przejętego od spółek węglowych, które przed laty weszły w skład Kompanii? 

- Wielkości wydobycia i sprzedaży węgla nie można w prosty sposób przełożyć na zysk. Nie ma takiej prostej zależności, bowiem każda spółka wydobywająca węgiel ma inną sytuację. Inna jest np. w spółce wydobywającej węgiel koksujący, jak np. w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (cena tegoż węgla w kraju wzrosła o ponad 100 proc.), inna w spółce wydobywającej węgiel kamienny dla potrzeb energetyki. Wprawdzie – po JSW i Bogdance, które osiągnęły największy zysk – znaleźliśmy się na trzecim miejscu, po 6 miesiącach br., jednakże uwzględniając skalę naszych przychodów (ponad 6 mld zł) nasz zysk netto jest niski. Absolutnie niewystarczający, aby w jakikolwiek sposób można było z niego część środków przeznaczyć na inwestycje.
Z czego to wynika? Ano z tego m.in., że podczas negocjowania cen węgla dla energetyki ich wzrost został ustalony średnio na poziomie ok. 11 proc. rocznie. A w tym czasie, po długich negocjacjach, w styczniu br. nastąpił wzrost wynagrodzeń o 14,7 proc. Nastąpił także wzrost kosztów produkcji takich jak np. cena stali, materiałów, energii elektrycznej itd. Ten wzrost cen – w zależności od rodzaju produktów – wynosi od kilkunastu do 60 nawet procent, a energii elektrycznej – w niektórych przypadkach – 30 procent.
Stosunkowo niski zysk nie wynika zatem – w głównej mierze – z konieczności spłaty historycznych zobowiązań przejętych od spółek sprzed restrukturyzacją, choć i one w dość istotny sposób wpływają na naszą kondycję finansową. W br. bowiem z tego tytułu do ZUS-u i gmin zmuszeni jesteśmy przekazać dodatkowo 260 mln zł, tyleż samo w roku przyszłym, a w latach 2010-2015 rocznie 160 mln zł. Wszystko to w istotny sposób wpływa na naszą płynność finansową. Na bieżąco płacimy wszystkie zobowiązania publiczno-prawne, natomiast – z przyczyn omówionych wcześniej – zobowiązania wobec kontrahentów, dostawców materiałów, usług i innych świadczeń regulujemy z opóźnieniem od daty wymagalności. Tym samym – niestety – ponosimy wyższe koszty spłaty tychże zobowiązań. Nie muszę dodawać, iż czynimy wszystko by i z tym problemem jak najszybciej się uporać. 

- Swego czasu – jeszcze jako Wiceprezes Kompanii – zapowiedział Pan zamiar zniesienia upustów dla elektroenergetyki na węgiel o najlepszej jakości. Wybiegając nieco w przyszłość, jakiego poziomu cen węgla należałoby oczekiwać w 2009 roku? 

- Elektrownie płacą nam za węgiel ani za mało, ani za dużo. Tyle, ile ustaliliśmy w zawartych kontraktach. Trzeba jednak wiedzieć, iż wzrost cen dostarczanego dla nich węgla nie jest najistotniejszym wskaźnikiem cen energii, którą uzyskujemy w „gniazdku”. Koszt węgla stanowi w tym przypadku zaledwie od 17 do 19 proc., czyli zakładając, że cena węgla wzrośnie o 20 proc., to cena energii elektrycznej ma prawo wzrosnąć z tytułu wzrostu cen węgla o 4 proc.. Inne bowiem są kosztotwórcze czynniki, które powodują znacznie szybszy wzrost cen prądu niż wzrost cen węgla.
Upusty na najlepsze gatunki węgla o zawartości siarki poniżej 0,6 proc. zostały już uporządkowane, natomiast do końca roku zamierzamy rozwiązać problemy z wszystkimi innego rodzaju upustami z umów i kontraktów zawartych w ub. roku. Dokonywanie zmian w trakcie obowiązujących kontraktów jest bowiem praktycznie niemożliwe pod względem prawnym.
Trudno już dziś mówić o jakimś poziomie cen węgla w 2009 roku. Jest na to jeszcze za wcześnie. Czynnikami bowiem pośrednio na to wpływającymi będzie ewentualny wzrost płac, cen energii, materiałów, usług itd. To one będą kształtować koszt wydobycia węgla, a tym samym pośrednio jego cenę. 

- W czerwcu Kompania podpisała z RWE, jednej z największych grup energetycznych, porozumienie w sprawie budowy nowej elektrowni węglowej o mocy 800 megawatów, która ma powstać do 2015 roku na terenie kop. Piast Ruch II w Woli k. Pszczyny. Nastąpi zatem połączenie węgla z Kompanii i nowoczesnej technologii RWE. Skąd Kompania weźmie środki na współfinansowanie tej inwestycji? 

- Podpisane – po długich negocjacjach – w czerwcu porozumienie joint-venture z RWE Power ustala zasady naszej współpracy. Istotnie, będzie to elektrownia wyróżniająca się nowoczesną technologią, przygotowaną do wychwytywania dwutlenku węgla, o wysokiej, wynoszącej ponad 46 proc. sprawności. Kompania będzie udziałowcem spółki celowej, która zostanie powołana do realizacji tego zadania. Planujemy objąć w niej 25 proc. udziałów.
Jeżeli spółka celowa zgromadzi ok. 30 proc. własnych środków, to – mając rekomendację takiego podmiotu, jak RWE – nie powinna mieć problemów z zaciągnięciem kredytów. Owe 30 proc. (tj. ok. 1,5 mld zł) podzielone pospołu na RWE i Kompanię oznacza, że z naszej strony będzie to wydatek ok. 400 mln zł. Również nie powinno i to – przy rocznym budżecie inwestycyjnym wynoszącym ponad miliard złotych – być dla nas problemem. Sądzę, że taką kwotę w ciągu tych czterech czy pięciu lat budowy można będzie w to przedsięwzięcie zainwestować. Przedsięwzięcie – dodajmy – na pewno ciekawe i ważne, ukazujące nieco inny mariaż górnictwa i energetyki niż ten, jaki ma zastosowanie w Południowym Koncernie Energetycznym. Ta inwestycja nie tylko przyczyni się do zwiększenia dostaw energii, ale w przyszłości zapewni również Kompanii zbyt swych produktów. 

- Ministerstwo Gospodarki przewiduje, iż żeby utrzymać wydobycie węgla kamiennego na poziomie zabezpieczającym popyt krajowy konieczne są inwestycje na poziomie ok. 19 mld zł do 2015 roku. Oczywiście spółki węglowe nie są w stanie samodzielnie zgromadzić takich środków, a uzyskanie odpowiedniej do potrzeb dotacji państwa uzależnione jest od sytuacji budżetu oraz wymaganej notyfikacji pomocy w Komisji Europejskiej. Czy sposobem na pozyskanie kapitału może być emisja obligacji, czy – wzorem innych spółek węglowych - częściowa prywatyzacja poprzez giełdę? Czy takie opcje są w Kompanii rozważane? 

- Źródłami finansowania inwestycji są, jak wiadomo, przede wszystkim środki własne do wysokości odpisów amortyzacyjnych. W Kompanii środki te wynoszą ponad 800 mln zł. Żródłem finansowania może i powinna być także część wypracowanego zysku, a także, uwarunkowane jednakże kondycją finansową, pozyskiwane kredyty. Kolejne źródła, to środki zewnętrzne, w tym obligacje. Szkopuł w tym, że uzyskane z nich pieniądze w pewnym momencie trzeba oddać i to z niezłym oprocentowaniem. Oczywiście najtańszym sposobem pozyskania kapitału jest giełda. Bacznie przyglądamy się poczynaniom w tej mierze Katowickiego Holdingu Węglowego i kop. Bogdanka. Myślę, że doświadczenia tych dwóch podmiotów, przygotowanych organizacyjnie do tego, aby zadebiutować na giełdzie, podpowiedzą nam, w jakim kierunku będziemy starać się pójść i my. Nie wykluczamy częściowej prywatyzacji. Ten sposób pozyskania kapitału będziemy poważnie analizować. Mamy świadomość tego, że istnieje dużo uwarunkowań, zarówno finansowych, organizacyjnych, a także społecznych, by móc rozpocząć stosowne procedury związane z wejściem na giełdę. KHW przygotowania rozpoczynał przed dwoma laty. Szansę na debiut – co i tak będzie sukcesem – ma w roku przyszłym. Giełda, to dla Kompanii wezwanie na przyszłość. Na pewno po uporządkowaniu struktury Kompanii będziemy poważnie analizować możliwości naszego wejścia na giełdę. 

- Kompania, jak wiadomo, unieważniła przetarg na sprzedaż szkockiej firmie Toma Gibsona kop. Silesia. Jaki zatem los czeka kopalnię? Czy przewiduje się np. ogłoszenie drugiego przetargu? 

- Zarząd Kompanii z formalnego punktu widzenia nie miał wyboru. Musiał ten przetarg unieważnić, ponieważ nabywca nie spełnił żadnych warunków, które stanowiłyby podstawę do podpisania umowy. Okres związania stron kończył się 30 czerwca, a 9 maja został jeszcze potwierdzony w specjalnym porozumieniu z firmą Gibson. Nie było żadnych możliwości, aby ten okres został przedłużony, tak jak sobie druga strona tego życzyła, ponieważ nie tylko ona jedna startowała w przetargu. Zmiana warunków przetargu nie wchodziła w grę z oczywistych przyczyn formalno-prawnych. Wszystkie opinie prawników stwierdzały jednoznacznie, że na tym etapie taka decyzja była jedynym rozwiązaniem.
Ponieważ do tej pory całość spraw toczyła się wokół sprzedaży tej kopalni, inne warianty nie były rozpatrywane. Dlatego moim zarządzeniem z początku lipca został powołany zespół specjalistów, rekrutujących się zarówno z Kompanii, jak i jednostek naukowo-badawczych, który dokona ponownej analizy zaistniałej sytuacji. Zespół ten oceni, biorąc pod uwagę nowe uwarunkowania rynkowe, możliwość podjęcia inwestycji w Silesii, bądż odłożenia ich w czasie, ponieważ aktualnie posiadane środki – choć dość duże – są jednak ograniczone. Rozpatrzy także możliwość realizacji w tej kopalni innych niż dotąd celów. Różnych rozpatrywanych wariantów jest sześć, wśród nich również możliwość ogłoszenia drugiego przetargu. Sądzę, że do końca września taki raport zostanie przygotowany. Wybrany zostanie wariant najbardziej efektywny, mający ekonomiczne uzasadnienie.
Chcę natomiast z całą mocą podkreślić, iż w żadnym przypadku nie ma i nie będzie zagrożenia dla pracowników Silesii. Wszyscy oni mają gwarancję – o ile zajdzie taka potrzeba – zatrudnienia w sąsiednich kopalniach. Podpisaliśmy zobowiązanie upoważniające ich do wyboru pracy w tej kopalni, w której zechcą. Kompania do pracy przyjmuje niemal 7,5 tys. nowych pracowników w tym roku, zabezpieczając w pierwszej kolejności pracę dla dotychczasowej załogi. 

- Czy przy wielości problemów, z jakimi musi się uporać spółka, na dalszy plan nie zejdzie promocja ekologicznych gatunków węgli do kotłów dla klientów indywidualnych? Wszak przyznawane Kompanii Ekolaury – zobowiązują… 

- Nie zapominamy o klientach indywidualnych. Zdajemy sobie sprawę, że ta sfera działalności Kompanii jest bardzo wrażliwa społecznie. W takiej czy innej postaci tym klientom węgiel musi być dostarczony. Spadek wydobycia węgla w skali całego kraju powoduje, że zapotrzebowanie na nasze wszelkiego rodzaju paliwo ekologiczne znacząco wzrosło. Dwa lata temu nie przewidywaliśmy, że może być aż tak duże. Mogę jednoznacznie stwierdzić, że np. Retopalu produkujemy o wiele więcej niż w roku ubiegłym, ale zapotrzebowanie na niego rośnie jeszcze szybciej niż nasza produkcja.
Aktualnie wdrażamy, dostępne już na rynku, dwa nowe produkty. Są to tzw. miały ekologiczne; mieszanka specjalnych gatunków miałów, o odpowiedniej kaloryczności. Efekt ich spalania w najnowszych generacjach pieców jest podobny jak ekogroszku. Jesteśmy w stałym kontakcie z zabrzańskim Instytutem Chemicznej Przeróbki Węgla, gdzie kolejne rodzaje tychże mieszanek są testowane. Posiadamy na nie już kilka certyfikatów. Uważamy, że przyszłość spalania węgla w kotłach indywidualnych – należy właśnie do nich.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: J.M.

Górnicza Izba Przemysłowo - Handlowa; ul. Kościuszki 30; 40-048 Katowice; tel. 0-32-757-32-39, 0-32-757-32-52; 0-32-757-38-21