Jak
zaspokoić głód
węgla?
Wywiad z dr. inż. MIROSŁAWEM
KUGIELEM
Prezesem Zarządu Kompanii Węglowej S.A.
- Po ukończeniu studiów w
krakowskiej AGH przez niemal 10 lat pracował Pan pod ziemią w kop.
Wieczorek, by następnie zostać jej dyrektorem. Kierował Pan też
kopalniami Staszic i Wesoła oraz nieistniejącą już Rybnicką
Spółką Węglową, a wcześniej – był wiceprezesem
KHW. Przed przystąpieniem do konkursu na stanowisko Prezesa Kompanii
Węglowej – i jego wygraniu – piastował Pan funkcję
jej wiceszefa. Tak więc całe swe życie zawodowe związał Pan
bezpośrednio i wyłącznie z górnictwem. Jak zatem postrzega
Pan aktualną kondycję polskiego górnictwa węgla kamiennego,
w tym i Kompanii, w czasie dla tej branży pod wieloma względami
wyjątkowym, kiedy to rośnie, zarówno w kraju jak i na
świecie, zapotrzebowanie na węgiel, a nasze krajowe wydobycie nie jest
w stanie temu zapotrzebowaniu sprostać?
- Polskie górnictwo w
ostatnich latach przeżywało dość dużo różnych zawirowań.
Zgodnie z przyjętymi w latach 90. programami gospodarczymi wydobycie
węgla miało się systematycznie zmniejszać, aby dostosowywać jego
produkcję do bieżących potrzeb kraju, a także by jego sprzedaż na
eksport była ekonomicznie uzasadniona. W rezultacie eksport węgla spadł
w znaczący sposób, choć moce produkcyjne w kopalniach
zmniejszały się o wiele wolniej. Najbardziej radykalny program
uchwalony w 1998 roku spowodował gwałtowne i masowe odejście
pracowników z górnictwa oraz likwidację wielu
kopalń. Kolejne przyjmowane programy – generalnie rzecz
ujmując – zakładały dostosowywanie produkcji węgla kamiennego
do jego ekonomicznej sprzedaży, zarówno w kraju, jak i w
eksporcie. Na dodatek nasze górnictwo zawsze było w dość
dużym stopniu skrępowane ustawowymi więzami, gdyż tak naprawdę ceny
węgla były regulowane, ale koszty jego produkcji podlegały prawom
rynkowym. To, jak wiadomo, doprowadziło branżę do zapaści,
również finansowej. 18-miliardowe zadłużenie musiało zostać
umorzone. I od tego momentu górnictwo stało się branżą
podlegającą rynkowym prawidłom.
Branża ta – co zrozumiałe – stała się podatna na
zmienną koniunkturę. W roku 2003 spółki węglowe odnotowywały
straty na bieżącej działalności. Również w latach 2004-2006
ich sytuacja rynkowa pogarszała się z uwagi na znaczny spadek cen
węgla, choć nadal jednak notowały zysk. Ułomności wcześniejszych
programów sprawiły, że w poprzednich latach całkowicie
zaniechano inwestować w górnictwie.
W rezultacie w roku 2007 wydobyto prawie 7 mln ton węgla mniej niż
planowano, a z problemem tym borykały się właściwie wszystkie
spółki. Natomiast na światowym rynku węglowym
różne nieprzewidywalne okoliczności sprawiły, że cena węgla
gwałtownie wzrosła; praktycznie – o 100 proc. Nagle eksport
polskiego węgla stał się wysoce opłacalny, a jego cena na rynkach
europejskich staje się niemal o 50 proc. wyższa od ceny węgla
dostarczanego energetyce zawodowej w kraju. I powstał dylemat:
eksportować węgiel, zwiększając przychody własne spółki, czy
też w pierwszej kolejności zabezpieczać potrzeby, na dodatek rosnące,
krajowej energetyki zawodowej.
W ub. roku Kompanię Węglową również dotknął spadek wydobycia
– o ponad 4 mln ton w stosunku do planu. Szacujemy, że w br.
wydobycie będzie się kształtować na poziomie niewiele niższym niż w
roku poprzednim, a więc wynosić będzie ok. 46 mln ton. Jednakże ten
spadek wydobycia węgla w całym polskim górnictwie, zwłaszcza
węgla kamiennego energetycznego, spowodował że do Kompanii puka coraz
więcej odbiorców, którzy wcześniej zaopatrywali
się w niego gdzie indziej. Chcąc zatem, na ile to możliwe, zaspokoić
potrzeby krajowej energetyki i ciepłownictwa, zmuszeni zostaliśmy do
znacznego obniżenia eksportu morskiego naszego węgla.
Z przyczyn, o których mówiłem wcześniej,
aktualnie nie mamy technicznej możliwości, by w krótkim
czasie zwiększyć produkcję. Rzecz jasna, jest to możliwe, ale w
dłuższej perspektywie czasowej. Dlatego Zarząd Kompanii podjął decyzję
o zwiększeniu wielkości nakładów inwestycyjnych w okresie do
2015 r., a zwłaszcza w czasie najbliższych pięciu lat. Już w br. są one
wyższe o 100 mln zł i powinny się kształtować na poziomie 950 mln zł,
zaś w roku przyszłym wynosić będą ponad 1 miliard złotych, by w roku
2011 osiągnąć poziom prawie 1,5 mld zł. To ma nam zabezpieczyć
możliwość wzrostu wydobycia, jednakże – z oczywistych
powodów – nie nastąpi to wcześniej niż w latach
2010-2015.
- Prezentując Kompanię Węglową z reguły
zawsze używa się – zgodnego ze stanem faktycznym –
określenia „ największa spółka węglowa w
Europie”. Wyniki finansowe za I półrocze tej
największej spółki wprawdzie są lepsze od ubiegłorocznych,
bo przy przychodach ponad 6,1 mld zł zarobiła ona na czysto 19 mln zł,
a więc o 8 mln zł więcej niż w całym 2007 roku, ale inne krajowe
spółki węglowe mogą wykazać się lepszymi wynikami. A
przecież to z kopalń Kompanii pochodzi ponad 50 proc. produkcji węgla
kamiennego w Polsce… Czy taki stan rzeczy to wynik li tylko
bieżących spłat zadłużenia przejętego od spółek węglowych,
które przed laty weszły w skład Kompanii?
- Wielkości wydobycia i sprzedaży węgla
nie można w prosty sposób przełożyć na zysk. Nie ma takiej
prostej zależności, bowiem każda spółka wydobywająca węgiel
ma inną sytuację. Inna jest np. w spółce wydobywającej
węgiel koksujący, jak np. w Jastrzębskiej Spółce Węglowej
(cena tegoż węgla w kraju wzrosła o ponad 100 proc.), inna w
spółce wydobywającej węgiel kamienny dla potrzeb energetyki.
Wprawdzie – po JSW i Bogdance, które osiągnęły
największy zysk – znaleźliśmy się na trzecim miejscu, po 6
miesiącach br., jednakże uwzględniając skalę naszych
przychodów (ponad 6 mld zł) nasz zysk netto jest niski.
Absolutnie niewystarczający, aby w jakikolwiek sposób można
było z niego część środków przeznaczyć na inwestycje.
Z czego to wynika? Ano z tego m.in., że podczas negocjowania cen węgla
dla energetyki ich wzrost został ustalony średnio na poziomie ok. 11
proc. rocznie. A w tym czasie, po długich negocjacjach, w styczniu br.
nastąpił wzrost wynagrodzeń o 14,7 proc. Nastąpił także wzrost
kosztów produkcji takich jak np. cena stali,
materiałów, energii elektrycznej itd. Ten wzrost cen
– w zależności od rodzaju produktów –
wynosi od kilkunastu do 60 nawet procent, a energii elektrycznej
– w niektórych przypadkach – 30 procent.
Stosunkowo niski zysk nie wynika zatem – w głównej
mierze – z konieczności spłaty historycznych zobowiązań
przejętych od spółek sprzed restrukturyzacją, choć i one w
dość istotny sposób wpływają na naszą kondycję finansową. W
br. bowiem z tego tytułu do ZUS-u i gmin zmuszeni jesteśmy przekazać
dodatkowo 260 mln zł, tyleż samo w roku przyszłym, a w latach 2010-2015
rocznie 160 mln zł. Wszystko to w istotny sposób wpływa na
naszą płynność finansową. Na bieżąco płacimy wszystkie zobowiązania
publiczno-prawne, natomiast – z przyczyn
omówionych wcześniej – zobowiązania wobec
kontrahentów, dostawców materiałów,
usług i innych świadczeń regulujemy z opóźnieniem od daty
wymagalności. Tym samym – niestety – ponosimy
wyższe koszty spłaty tychże zobowiązań. Nie muszę dodawać, iż czynimy
wszystko by i z tym problemem jak najszybciej się uporać.
- Swego czasu – jeszcze jako
Wiceprezes Kompanii – zapowiedział Pan zamiar zniesienia
upustów dla elektroenergetyki na węgiel o najlepszej
jakości. Wybiegając nieco w przyszłość, jakiego poziomu cen węgla
należałoby oczekiwać w 2009 roku?
- Elektrownie płacą nam za węgiel ani za
mało, ani za dużo. Tyle, ile ustaliliśmy w zawartych kontraktach.
Trzeba jednak wiedzieć, iż wzrost cen dostarczanego dla nich węgla nie
jest najistotniejszym wskaźnikiem cen energii, którą
uzyskujemy w „gniazdku”. Koszt węgla stanowi w tym
przypadku zaledwie od 17 do 19 proc., czyli zakładając, że cena węgla
wzrośnie o 20 proc., to cena energii elektrycznej ma prawo wzrosnąć z
tytułu wzrostu cen węgla o 4 proc.. Inne bowiem są
kosztotwórcze czynniki, które powodują znacznie
szybszy wzrost cen prądu niż wzrost cen węgla.
Upusty na najlepsze gatunki węgla o zawartości siarki poniżej 0,6 proc.
zostały już uporządkowane, natomiast do końca roku zamierzamy rozwiązać
problemy z wszystkimi innego rodzaju upustami z umów i
kontraktów zawartych w ub. roku. Dokonywanie zmian w trakcie
obowiązujących kontraktów jest bowiem praktycznie niemożliwe
pod względem prawnym.
Trudno już dziś mówić o jakimś poziomie cen węgla w 2009
roku. Jest na to jeszcze za wcześnie. Czynnikami bowiem pośrednio na to
wpływającymi będzie ewentualny wzrost płac, cen energii,
materiałów, usług itd. To one będą kształtować koszt
wydobycia węgla, a tym samym pośrednio jego cenę.
- W czerwcu Kompania podpisała z RWE,
jednej z największych grup energetycznych, porozumienie w sprawie
budowy nowej elektrowni węglowej o mocy 800 megawatów,
która ma powstać do 2015 roku na terenie kop. Piast Ruch II
w Woli k. Pszczyny. Nastąpi zatem połączenie węgla z Kompanii i
nowoczesnej technologii RWE. Skąd Kompania weźmie środki na
współfinansowanie tej inwestycji?
- Podpisane – po długich
negocjacjach – w czerwcu porozumienie joint-venture z RWE
Power ustala zasady naszej współpracy. Istotnie, będzie to
elektrownia wyróżniająca się nowoczesną technologią,
przygotowaną do wychwytywania dwutlenku węgla, o wysokiej, wynoszącej
ponad 46 proc. sprawności. Kompania będzie udziałowcem
spółki celowej, która zostanie powołana do
realizacji tego zadania. Planujemy objąć w niej 25 proc.
udziałów.
Jeżeli spółka celowa zgromadzi ok. 30 proc. własnych
środków, to – mając rekomendację takiego podmiotu,
jak RWE – nie powinna mieć problemów z
zaciągnięciem kredytów. Owe 30 proc. (tj. ok. 1,5 mld zł)
podzielone pospołu na RWE i Kompanię oznacza, że z naszej strony będzie
to wydatek ok. 400 mln zł. Również nie powinno i to
– przy rocznym budżecie inwestycyjnym wynoszącym ponad
miliard złotych – być dla nas problemem. Sądzę, że taką kwotę
w ciągu tych czterech czy pięciu lat budowy można będzie w to
przedsięwzięcie zainwestować. Przedsięwzięcie – dodajmy
– na pewno ciekawe i ważne, ukazujące nieco inny mariaż
górnictwa i energetyki niż ten, jaki ma zastosowanie w
Południowym Koncernie Energetycznym. Ta inwestycja nie tylko przyczyni
się do zwiększenia dostaw energii, ale w przyszłości zapewni
również Kompanii zbyt swych produktów.
- Ministerstwo Gospodarki przewiduje, iż
żeby utrzymać wydobycie węgla kamiennego na poziomie zabezpieczającym
popyt krajowy konieczne są inwestycje na poziomie ok. 19 mld zł do 2015
roku. Oczywiście spółki węglowe nie są w stanie samodzielnie
zgromadzić takich środków, a uzyskanie odpowiedniej do
potrzeb dotacji państwa uzależnione jest od sytuacji budżetu oraz
wymaganej notyfikacji pomocy w Komisji Europejskiej. Czy sposobem na
pozyskanie kapitału może być emisja obligacji, czy – wzorem
innych spółek węglowych - częściowa prywatyzacja poprzez
giełdę? Czy takie opcje są w Kompanii rozważane?
- Źródłami finansowania
inwestycji są, jak wiadomo, przede wszystkim środki własne do wysokości
odpisów amortyzacyjnych. W Kompanii środki te wynoszą ponad
800 mln zł. Żródłem finansowania może i powinna być także
część wypracowanego zysku, a także, uwarunkowane jednakże kondycją
finansową, pozyskiwane kredyty. Kolejne źródła, to środki
zewnętrzne, w tym obligacje. Szkopuł w tym, że uzyskane z nich
pieniądze w pewnym momencie trzeba oddać i to z niezłym
oprocentowaniem. Oczywiście najtańszym sposobem pozyskania kapitału
jest giełda. Bacznie przyglądamy się poczynaniom w tej mierze
Katowickiego Holdingu Węglowego i kop. Bogdanka. Myślę, że
doświadczenia tych dwóch podmiotów,
przygotowanych organizacyjnie do tego, aby zadebiutować na giełdzie,
podpowiedzą nam, w jakim kierunku będziemy starać się pójść
i my. Nie wykluczamy częściowej prywatyzacji. Ten sposób
pozyskania kapitału będziemy poważnie analizować. Mamy świadomość tego,
że istnieje dużo uwarunkowań, zarówno finansowych,
organizacyjnych, a także społecznych, by móc rozpocząć
stosowne procedury związane z wejściem na giełdę. KHW przygotowania
rozpoczynał przed dwoma laty. Szansę na debiut – co i tak
będzie sukcesem – ma w roku przyszłym. Giełda, to dla
Kompanii wezwanie na przyszłość. Na pewno po uporządkowaniu struktury
Kompanii będziemy poważnie analizować możliwości naszego wejścia na
giełdę.
- Kompania, jak wiadomo, unieważniła
przetarg na sprzedaż szkockiej firmie Toma Gibsona kop. Silesia. Jaki
zatem los czeka kopalnię? Czy przewiduje się np. ogłoszenie drugiego
przetargu?
- Zarząd Kompanii z formalnego punktu
widzenia nie miał wyboru. Musiał ten przetarg unieważnić, ponieważ
nabywca nie spełnił żadnych warunków, które
stanowiłyby podstawę do podpisania umowy. Okres związania stron kończył
się 30 czerwca, a 9 maja został jeszcze potwierdzony w specjalnym
porozumieniu z firmą Gibson. Nie było żadnych możliwości, aby ten okres
został przedłużony, tak jak sobie druga strona tego życzyła, ponieważ
nie tylko ona jedna startowała w przetargu. Zmiana warunków
przetargu nie wchodziła w grę z oczywistych przyczyn formalno-prawnych.
Wszystkie opinie prawników stwierdzały jednoznacznie, że na
tym etapie taka decyzja była jedynym rozwiązaniem.
Ponieważ do tej pory całość spraw toczyła się wokół
sprzedaży tej kopalni, inne warianty nie były rozpatrywane. Dlatego
moim zarządzeniem z początku lipca został powołany zespół
specjalistów, rekrutujących się zarówno z
Kompanii, jak i jednostek naukowo-badawczych, który dokona
ponownej analizy zaistniałej sytuacji. Zespół ten oceni,
biorąc pod uwagę nowe uwarunkowania rynkowe, możliwość podjęcia
inwestycji w Silesii, bądż odłożenia ich w czasie, ponieważ aktualnie
posiadane środki – choć dość duże – są jednak
ograniczone. Rozpatrzy także możliwość realizacji w tej kopalni innych
niż dotąd celów. Różnych rozpatrywanych
wariantów jest sześć, wśród nich
również możliwość ogłoszenia drugiego przetargu. Sądzę, że
do końca września taki raport zostanie przygotowany. Wybrany zostanie
wariant najbardziej efektywny, mający ekonomiczne uzasadnienie.
Chcę natomiast z całą mocą podkreślić, iż w żadnym przypadku nie ma i
nie będzie zagrożenia dla pracowników Silesii. Wszyscy oni
mają gwarancję – o ile zajdzie taka potrzeba –
zatrudnienia w sąsiednich kopalniach. Podpisaliśmy zobowiązanie
upoważniające ich do wyboru pracy w tej kopalni, w której
zechcą. Kompania do pracy przyjmuje niemal 7,5 tys. nowych
pracowników w tym roku, zabezpieczając w pierwszej
kolejności pracę dla dotychczasowej załogi.
- Czy przy wielości problemów,
z jakimi musi się uporać spółka, na dalszy plan nie zejdzie
promocja ekologicznych gatunków węgli do kotłów
dla klientów indywidualnych? Wszak przyznawane Kompanii
Ekolaury – zobowiązują…
- Nie zapominamy o klientach
indywidualnych. Zdajemy sobie sprawę, że ta sfera działalności Kompanii
jest bardzo wrażliwa społecznie. W takiej czy innej postaci tym
klientom węgiel musi być dostarczony. Spadek wydobycia węgla w skali
całego kraju powoduje, że zapotrzebowanie na nasze wszelkiego rodzaju
paliwo ekologiczne znacząco wzrosło. Dwa lata temu nie przewidywaliśmy,
że może być aż tak duże. Mogę jednoznacznie stwierdzić, że np. Retopalu
produkujemy o wiele więcej niż w roku ubiegłym, ale zapotrzebowanie na
niego rośnie jeszcze szybciej niż nasza produkcja.
Aktualnie wdrażamy, dostępne już na rynku, dwa nowe produkty. Są to
tzw. miały ekologiczne; mieszanka specjalnych gatunków
miałów, o odpowiedniej kaloryczności. Efekt ich spalania w
najnowszych generacjach pieców jest podobny jak ekogroszku.
Jesteśmy w stałym kontakcie z zabrzańskim Instytutem Chemicznej
Przeróbki Węgla, gdzie kolejne rodzaje tychże mieszanek są
testowane. Posiadamy na nie już kilka certyfikatów. Uważamy,
że przyszłość spalania węgla w kotłach indywidualnych –
należy właśnie do nich.
- Dziękuję za rozmowę.
|